ABARA oraz DIGIMORTAL

Gruby, bo ponad czterystustronicowy tom wzięłam do rąk mocno obawiając się, że popalcuję elegancką matową obwolutę. Czym prędzej ją zdjęłam i odłożyłam na bok, co zawsze robię przed czytaniem komiksów. Kiedy upewniłam się, że leży bezpieczna na skraju półki z mangami, otwarłam dość ciężki wolumin spoczywający mi na kolanach z zamiarem zagłębienia się w lekturę. Zanim jednak zdążyłam przeczytać choć jedno słowo, mój wzrok zastygł w podziwie nad wdziękiem mlecznej skóry, bieli włosów i krwi uchodzącej z poszarpanego ciała

Przewróciłam stronę.

Dosięgnęłam wzrokiem pięć linijek białego tekstu, który uznałam za bardzo skromne i zagadkowe wprowadzenie. Ten fundament, nie istniejący w oderwaniu od znajdującej się pod nim ilustracji, szybko mi umknął, bo kontynuując czytanie zobaczyłam te kreski. Pionowe, poziome, ukośne. Proste albo rozedrgane, grube lub delikatne jak włoski, zagęszczone w najciemniejszych zakątkach kadrów, tworzące piękno jakiemu nie sposób się oprzeć. Gdzieś wśród doskonałych kształtów, narysowanych z bezmiernym talentem, znajdowały się dymki dialogowe – ciała obce w tej idealnie rysunkowej przestrzeni.

Niebawem ujęło mnie aforystyczne widzenie, a nasycenie niełatwych do przeczytania, wypowiedzenia i zapamiętania słów zdruzgotało mnie. Zaledwie w kilku zdaniach – nowe frazy, nazwy, zagadki… Podekscytował mnie ten Denji Kudou. Sądząc z wyglądu zupełnie zwykły, strudzony robotnik, a już po kilku słowach zamienionych z ezoteryczną Tadohomy i ledwo paru scenach, stał się moim bożyszczem. Jego ciało, którym w momencie owładnęła splątana, czarna sieć, zyskało nieopisaną potęgę. W głębi siebie czułam, że budząca podziw dynamiczna sylwetka czarnego pustelniaka zwiastuje bezwarunkową przemoc. Jednocześnie wielbię w Denjim milkliwość, przy całej swojej mocarności jest subtelny – mężczyzna z alternatywnego świata.

Niemalże posągowa sylwetka Tadohomy współbrzmi z jej naturą. Skupiony wzrok tej smutnej pani przyodzianej w czerń jest obietnicą dochowania wierności ideałom. Urokliwa fizycznie – z tymi hebanowymi włosami bezpretensjonalnie spływającymi wzdłuż twarzy. Olśniewająca duchem – etyczna i asertywna, dokonuje kluczowych wyborów uzmysławiając sobie wagę implikacji, jakie mogą wywołać. Kobieta niezachwiana i emocjonalnie zimnokrwista…

Widoma jest dla mnie współzależność tych dwojga. Tadohomy – wtajemniczona w arkana prastarej wiedzy optonadzorczyni i Denji – dezerter, zbiegły przed laty z Departamentu Optonadzorczego czarny pustelniak. Ich ścieżki krzyżują się kolejny raz tylko po to, żeby znów się omalże nie rozbiec…

Jak Kastor i Polluks, dwojaczki Nayuta i Ayuta są ze sobą zespolone nieprawdopodobnie mocnym ogniwem. Każdorazowo delektuje mnie mityczny charakter bliźniaczej więzi, zupełnie przejaskrawionej w zestawieniu z rzeczywistością. Relacja tych zdehumanizowanych sióstr jest wabiąca, seksowna niemalże. Wiotkie, blade ciało Nayuty po opancerzeniu, w okamgnieniu zdolne jest do rozczłonkowania każdego organizmu, który znajdzie się na jej drodze. Jest barbarzyńska i jest w tym piękno… Za zwyrodniałe czyny nie ona sama jest odpowiedzialna, często współwinna jest jej siostra Ayuta, która potrafi trzymać ster.

Jakże polubiłam podczas czytania funkcjonariusza dywizji karno-taktycznej, pewnego Sakijimę. To czystej krwi pies, jego policyjna mentalność manifestuje się na każdym kroku. A jest przy tym bardziej niż niezastąpiony. Ze swoimi ludzkimi odruchami, wścibstwem i szlachetnością rozpala nadzieję, że w świecie przyszłości będzie miejsce dla człowieka.

Zawiłości Abary zaczęły się rozświetlać, kiedy trzej groteskowi dawni członkowie Bractwa Czwartorzędu użyczyli mi swojej mądrości. Ten strupieszały triumwirat obwieścił serię objawieńców i zapowiedział widmo zdjęcia restrykcji.

Te 361 stron komiksu pozwoliło mi poczuć, czym jest osobliwy świat wyobraźni Tsutomu Nihei’a. Poznałam atrakcyjne postaci, zobaczyłam bezpardonowe pojedynki, sceny śmierci, poświęceń… Poczułam ofiarność Tadohomy i Denji’ego oraz ujmujące rozkapryszenie Nayuty. Zobaczyłam nieobliczalnie piękny obraz pesymistycznej postapokaliptycznej przyszłości.

Czytałam trzy razy.

Wrócę tam…

 

ABARA – Żebra, Tsutomu Nihei, wyd. J.P.Fantastica, 2014
__________

Digimortal to zwięzły dwuczęściowy dodatek znajdujący się na końcu tomu. Jego pierwsza strona w całości wypełniona jest typografią, rozciągniętym do granic możliwości słowem: DIGIMORTAL oraz jakby poleceniem: (enter) START…– co natychmiast wzbudziło moje zainteresowanie, a to taki nieskomplikowany zabieg!

Zdegenerowanym światem przyszłości włada Kościół Niejednorodności deifikujący technologię w szczególnie wynaturzonym stylu. Wśród obywateli grozę sieje inkwizycja produktywnie tropiąca heretyków. Inżynieria genetyczna stanowi temat tabu, a na osoby noszące znamiona manipulacji genotypu wprowadzono restrykcję.

Sadystyczne obyczaje jednego z inkwizytorów, niejakiego Halogena Üblera oraz jego dwóch podwładnych, bliźniaczek Tolaris i Lataris bestialsko mordujących ludzi, zwraca uwagę nienazwanej w mandze organizacji. Wynajęty przez nich morderca to tytułowy Digimortal. Młody mężczyzna o ciemnych włosach, który pod osłoną nocy realizuje swoje kontrakty. Możliwe, że ten enigmatyczny nieznajomy sam jest heretykiem, człowiekiem, który przed tak zwanym wielkim zniszczeniem uzyskał genetyczne ulepszenia, bo jego nadnaturalna szybkość i siła miażdży zwyrodniałe legiony inkwizycji.

Digimortal jest pewnym siebie ryzykantem. Z dezynwolturą staje do walki ze wzbudzającymi trwogę bliźniaczkami. W czarnej zbroi, zamaskowany i uzbrojony w kosę jest mocno zapadającym w pamięć nihei’yowskim ultrabohaterem.

Advertisements