7 Miliardów Igieł – recenzja mangi podszytej darwinizmem

Jest połowa grudnia. Raczej niewiele wydarzy się na rynku mangowym do końca tego roku, z czystym sumieniem mogę więc stwierdzić, że “7 Miliardów Igieł” było dla mnie jedną z dwóch najciekawszych premier tego roku, pierwsze miejsce na podium dzieli z mangą zupełnie inną, ale o tym w następnym poście z cyklu “aktualności tomikowe”.

O czym jest “7 Miliardów Igieł”?
Odpowiedzieć na to pytanie sprawa nieprosta. Zamiast jednej odpowiedzi mam kilka, co nie ułatwia mi sprawy jako recenzentowi. Nie chcę niczego przesądzać na samym początku. Może zacznę od tego: mangę “7MI” można podzielić na części, mimo tego, że stanowi spójną całość. Wydanie oryginalne miało cztery tomy, ale podział jaki zauważyłam nie jest tak oczywisty jak mogłoby się wydawać. Dla mnie manga składa się z trzech części: tomu pierwszego, drugiego i dwóch pozostałych, które traktuję jako jedną, finałową część. Można też podzielić tę mangę w zgodzie z polskim wydaniem, na dwie części i też będzie to jak najbardziej słuszne.

Analizując “7MI”, robiąc notatki do tej recenzji, więcej niż kilka aspektów fabuły rzuciło mi się w oczy. Czytałam ten komiks już cztery razy, ten ostatni raz z niespotykanym u mnie skupieniem, starałam się jak najwięcej wychwycić, zauważyć i zanotować, by móc Wam o tym napisać. Manga rozpoczyna się sceną szczególnie mi bliską, główna bohaterka wpatruje się w nocne niebo na próżno wypatrując gwiazd, które jak wiecie najlepiej widać w absolutnych ciemnościach, bez łuny na horyzoncie, tworzonej przez światła wielkich aglomeracji miejskich… Cywilizacja… W tym momencie warto przypomnieć sobie tytuł pierwszego rozdziału “Nie jesteś sama”, skojarzenia z kosmitami same pojawiają się w naszych głowach, w kontekście obserwacji przestrzeni kosmicznej z powierzchni naszej Ziemi, przez “filtr” zwany atmosferą. To właśnie ta powłoka sprawia, że nam ludziom wydaje się, że nie należymy do Kosmosu, że jest on gdzieś daleko, zupełnie jakby nas nie dotyczył… A więc, pech to czy szczęście, gdyby coś stamtąd spadło akurat nam na głowę. Nauczyciel Hikaru, wyalienowanej nastolatki i jednocześnie głównej bohaterki mangi, nagryzmolił na tablicy temat lekcji: “Zdarzenia losowe, a rachunek prawdopodobieństwa”.

Wyizolowana od zewnętrznych bodźców Hikaru wychodzi z założenia, że nie dotyczy jej nic. Nie obchodzą jej koleżanki i koledzy z klasy, nauka, pogoda, ani nawet to, że w jakiś dziwny sposób umknęło jej kilka dni życia. Czy Was też zupełnie by nie obeszło, gdybyście przeoczyli powrót z wycieczki do domu? Hikaru jest ukrywającym się za ciężkimi bitami dudniącymi ze słuchawek hikikomori, unika kontaktu z ludźmi i najbardziej na świecie pragnie być sama. Jak na ironię nie może już na to liczyć.

Hikaru przeżyła bliskie spotkanie trzeciego stopnia z pozaziemską formą życia, choć “przeżyła” to nie do końca dobre słowo. Z tą chwilą w jej ciele zamieszkał inteligentny byt, stał się integralną częścią jej organizmu. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tej “tragedii”. Jedno ciało, dwie świadomości, w tym jedna o cechach hikikomori.

Egzystencja Hiraku zmienia się diametralnie, nowa sytuacja będzie musiała wywrzeć na nią intensywny wpływ, do tego dzięki kosmicie w swoim ciele staje się czymś w rodzaju supernastolatki, ale trochę w innym wymiarze niż mogłoby się nam wydawać na pierwszy rzut oka.

Wspominałam, że manga dzieli się na części. Pierwsza opowiada o takiej Hikaru jaką poznajemy na pierwszych stronach komiksu, apatycznej, aspołecznej, która staje pomiędzy dwoma kosmitami, zamieszkującym jej ciało Tengai’em, a Maelstromem – Wirem Zagłady. Kosmici stoczą swój odwieczny pojedynek, a dziewczyna nie będzie tego biernym świadkiem.

Druga część mangi opowiada o dokonywaniu zmian. Poznajemy przeszłość Hikaru, dlaczego stała się odizolowana. Historia rodzinnej tragedii pozwala nam zrozumieć jak głęboko sięgają jej emocjonalne problemy. Życie prywatne głównej bohaterki to nie jedyna płaszczyzna zmian jaka zachodzi w świecie tworzonym przez bohaterów komiksu. Obecność kosmity wpłynęła na Hikaru i vice versa. Koło życia Tengai’a i Maelstroma jest constans. Do tej pory funkcjonowali w pewnej izolacji, pojawienie się na ich drodze mieszkanki jednej z wielu planet, jakie przez wieki odwiedzili, sprawiło, że jeden z nich, Maelstrom, postanowił zainicjować zmiany. Wyzwoliło to reakcję łańcuchową, o której opowiada trzecia część mangi.

Wszystkie modyfikacje zastanych schematów mają swoje następstwa, tam razem na szali stoi ewolucja na planecie Ziemi. Na planszy ostatniej części mangi pojawiają się nowi gracze. Na Błękitnej Planecie doszło do precedensu na skalę całego kosmosu, dlatego na Ziemi pojawia się Regulator Ewolucji.
(Chciałam w tym miejscu zaznaczyć, że sceny, w których Hikaru towarzyszy “wesoła gromadka” kosmitów są moimi ulubionymi w tym komiksie!)

Jak “7 Miliardów Igieł” wypada na tle innych mang?
Zdecydowanie wyróżnia się. Jest to zwarta, sensowna historia zamknięta w dwóch megamangowych tomach, więc przyciąga uwagę przede wszystkim wyglądem. Chciałabym jednak skupić się teraz na nieco głębszym jej aspekcie, który można dostrzec po zapoznaniu się z jej treścią. Zagadnienia poruszone w tej mandze sięgają daleko w filozofię. Piszę daleko, ale nie mam na myśli przeintelektualizowanego, niezrozumiałego dla laików naukowego bełkotu, tylko sieć subtelnych inspiracji, dobrze przemyślanych i połączonych z dużą dozą luzu. Dystans autora do swojej opowieści widać w tej mandze co rusz, co jest również jej atutem. “7MI” to komiks niebanalny i w gruncie rzeczy specyficzny.

Jak wygląda “7 Miliardów Igieł”?
Dwa pokaźne tomy po ok. 400 stron, format A5. Manga posiada czarno-białą okładkę i kolorową, błyszczącą obwolutę. Projekty okładek osobiście bardzo mi się podobają, są proste i efektowne, manga fantastycznie prezentuje się na półce i bardzo wyróżnia pomiędzy innymi grzbietami. Dodatkowo do drugiego tomu w przypadku pre-orderów dodawano komplet dużych zakładek. Dodatkowym smaczkiem jest spolszczony tytuł i dopracowany logotyp, który jest prawdziwą ozdobą obwolut. W każdym tomie znajdują się kolorowe strony.

To o co postarał się autor, to oprawa graficzna mangi. Zdaje się, że już o tym pisałam, pewnie nie raz i nie dwa, ale jestem zauroczona stylem pana Tadano. Rysunki są uproszczone, mają w sobie szczyptę surowości, którą w komiksach uwielbiam (co zauważyłam, próżno szukać takiej cechy w rysunkach mangaczek). Pieseł by powiedział “rysunki takie rysunkowe, wow” i ja całkowicie się z tym zgadzam :).

Dlaczego warto kupić “7 Miliardów Igieł”?
Po pierwsze jest to specjalne wydanie MEGA MANGA, więc dla samej czystej chęci posiadania komiksu z wyjątkowej edycji. Pozycja obowiązkowa dla kolekcjonerów.
Po drugie warto przeczytać ten komiks, nie jest to lektura na jeden raz, czytanie go wielokrotnie to świetna rozrywka.
Po trzecie jest to manga wyróżniająca się na tle innych wydawanych w Polsce tytułów i zaznajomienie się z jej treścią to część tak zwanego “wyrabiania” komiksowego gustu.
Po czwarte jeśli “7MI” spodoba się polskim czytelnikom, istnieje szansa na kolejną mangę tego tajemniczego autora!

Advertisements