JPF MEGA MANGA – “7 Miliardów Igieł”, czyli nie jesteśmy sami we Wszechświecie

Parę dni temu miał miejsce pewien precedens.
Szybko jak błyskawica, ponieważ kurierem, dotarł do mnie pierwszy tom najświeższego tytułu z cyklu MEGA MANGA, czyli wyczekiwane przeze mnie “7 Miliardów Igieł”. Całe miesiące ostrzyłam sobie zęby na tę mangę, czekałam, odliczałam dni. Najbardziej jednak podsyciłam sobie sama apetyt, kiedy napisałam tekst o Nobuakim Tadano, autorze – LINK. Nowy, tajemniczy twórca, który już na wstępie zyskuje sobie uznanie swoimi dwoma mangami z gatunku science-fiction. Intrygujące, oczywiście fakt, że s-f to jeden z moich ulubionych gatunków, nie był bez znaczenia.
Stało się, manga została wydana i dotarła pod moje drzwi. Rozpierała mnie ciekawość. Przeczytałam całe 400 stron na jednym wdechu, ale uważnie, delektując się każdą sceną, po czym odłożyłam tomik na półkę między inne MEGA MANGI (jak ta kolekcja zaczyna już świetnie wyglądać, mmm…). Parę dni później sięgnęłam po “7MI” po raz drugi – i to właśnie jest to osobliwe zdarzenie, które na wstępnie nazwałam precedensem. Otóż nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się tak szybko wrócić, do dopiero co przeczytanego tomiku. Owszem, czytałam niektóre mangi po dwa i więcej razy, ale nie w tak małym odstępie czasowym. Coś w tym musi być :).

“7 Miliardów Igieł” to manga opowiadająca o śmiercionośnym zagrożeniu, które przybywa na Ziemię z gwiazd. Główną bohaterką jest wyobcowana licealistka, Hikaru Takabe, zwykła dziewczyna, którą jednak wyróżnia aspołeczne zachowanie. Beznamiętnie przemierza szkolne korytarze, nie uważa na lekcjach, bez przerwy słuchając muzyki przez słuchawki. Kiedy tylko głosy z zewnątrz zaczynają przebijać przez nieskomplikowane bity, których słucha, momentalnie przygłaśnia. Nie chce niczego słyszeć, ani z nikim rozmawiać. Nie słucha nauczycieli, wagaruje, nie uzewnętrznia swoich uczuć, a zdecydowanie je posiada. Podczas szkolnej wycieczki przytrafia jej się coś niespodziewanego…

“Umarłaś, Hikaru. Zostałaś unicestwiona i nie pozostał po tobie najmniejszy ślad.” – obwieszcza głos w jej głowie.

Tematem mangi jest gra. Nie chińczyk, nie warcaby, gra o życie na całej planecie. Na Hikaru przez przypadek wpada obca, inteligentna  forma życia, której celem istnienia jest odnalezienie i unicestwienie kosmicznego zabójcy, zarazy opanowującej kolejne planety, na których wytworzyło się życie. Kosmita idealista – Tengai – dobrze zna swojego wroga, tak samo Maelstrom – niszczyciel życia, zdaje sobie sprawę z obecności swojego odwiecznego nieprzyjaciela. Między tymi dwiema istotami stoi niepozorna Hikaru, która boi się rozmawiać z rówieśnikami i nie chce nawiązać kontaktu z istotą z kosmosu.

Mimo że manga porusza temat globalnej eksterminacji, akcja rozgrywa się bardzo lokalnie, w pierwszej części nie wychodzi poza szkołę i umysł głównej bohaterki, sceptycznie do tego wszystkiego nastawionej. Można by powiedzieć, że kosmici to klasyka s-f, ale autor w swojej mandze stworzył nową, ciekawą jakość. Z pewnością do konwencji gatunku nie należy jego główna bohaterka, sympatyczna, ciekawa, ale zupełnie nie nadająca się na heroinę. Z połączenia aspołeczności Hikaru i zamiarów Tengaia, wynikają niekiedy  zabawne sytuacje. Jeśli jest tego typu humor, to jest też odpowiedni dystans do fabuły. “7MI” na nic się nie sili, nie znajdziecie w tej mandze wymęczonych motywów, ani przerostu formy nad treścią. Odnoszę wrażenie, że ta manga ma w sobie przyciągającą skromność, wewnętrzną siłę. Potrafi zainteresować, zauroczyć klimatem i podejmowaną problematyką. Wszystko to objawia się elegancko, z dozą nonszalancji.

Drugą ważną sprawą jest to, że autor nie bombarduje czytelnika naukowością, to bardzo często zdarza się w science-fiction – zbyt wiele teoretyzowania. Tadano do tego zagadnienia podchodzi, zauważyłam, luźno i zbytnio nie martwi się tym, aby naukowo, trudnymi słowami uzasadnić istnienie swoich kosmitów. Uśmiechnęłam się nawet lekko, gdy fabuła nawiązała do historii ziemi, odebrałam to odniesienie bardzo pozytywnie.

Pod koniec pierwszego tomiku (oryginalnie były to dwa tomy) możemy zobaczyć szkice autora. Tak, dotarliśmy do momentu, kiedy opiszę Wam moje wrażenia estetyczne z lektury. Zadziwia różnica między rysunkami jakie oglądamy w tomiku, a tymi załączonymi na końcu szkicami. Widać, że autor zmienił koncepcję zarówno głównej bohaterki, jak i ogólnej oprawy graficznej. Bardzo go podziwiam, porzucił realistyczne tendencje, szczegółowość na rzecz uproszczeń – jestem zachwycona.
Oprawa graficzna komiksu stoi na bardzo wysokim poziomie mimo że Nobuaki Tadano, mogło by się zdawać, nie ma dużo doświadczenia. Klimatyczne kadry, świetna, czytelna i wciągają narracja, zróżnicowanie – w tej mandze nie ma graficznej nudy. Autor podejmuje się narysowania wszystkiego, nawet tego, co mogłoby mu się nie udać, nie boi się wyzwań, nie idzie na skróty. Nie jest efekciarski. W tekście o autorze, do którego link dodałam na początku tekstu, napisałam, że ta swoista oszczędność rysunkowa przypomina mi prace Naokiego Urasawy. Wtedy pisałam to na podstawie przykładowych stron, teraz podtrzymuję ten osąd. Dla sprostowania, nie chodzi o to, że style obu panów są podobne, bo generalnie nie są, mają jednak wspólny mianownik – umiarkowanie, wyważenie. Ich wizje science-fiction też można by porównać, obaj skupiają się na bohaterach, a nie fajerwerkach.

Polskie wydanie “7 Miliardów Igieł” posiada polski tytuł, kosztuje 44.90 zł, ma 400 stron (w tym kilka w kolorze) i jest formatu A5 – prezentuje się okazale. Owinięte jest robiącą wielkie wrażenie błyszczącą obwolutą – urody tej okładce nikt chyba nie odmówi, to jest “coś”. Tomik czytało mi się bardzo dobrze, okładka jest na tyle giętka, by móc przeglądać tomik leżąc w łóżku i jednocześnie dość sztywna, by się nie powyginać/połamać. Grzbiet pasuje idealnie do pozostałych MEGA MANG (z wyjątkiem Uzumaki), logo wydawnictwa jest na tym samym poziomie. O polskim wydaniu niczego złego nie mogę powiedzieć, aczkolwiek nie zajmuję się analizą tłumaczenia, nie sprawdzam, czy strony aby nie prześwitują, nie odprawiam żadnych dziwnych rytuałów recenzenckich. Ja po prostu czytam – nic niedobrego nie rzuciło mi się w oczy.

Jak już wspominałam tom pierwszy przeczytałam z zainteresowaniem dwa razy. Historia opowiedziana w pierwszym woluminie jest w jakimś sensie kompletna, akcja nie urywa się nagle, kończy sie pewien etap “gry”… przynajmniej tak mi się wydaje. Okładka tomu drugiego troszkę zdradza, czego możemy się tam spodziewać. Czy moje domysły sie sprawdzą? Przekonam się we wrześniu, bo właśnie wtedy trafi do sprzedaży drugi i zarazem ostatni tom tej mangi.

Czas na podsumowanie. “7MI” mnie tak całkiem nie zaskoczyło, za dużo o nim myślałam przed premierą, za to na pewno mnie nie zawiodło – to najbardziej się liczy. Miałam oczekiwania, którym ta manga sprostała. Jest to ciekawa pozycja, nie tylko dla fanów gatunku. Stanowi powiew świeżości na polskim rynku, a najbardziej się wyróżnia jednak na tle innych mang JPF’u, które przecież są całkiem w innym stylu :). Z niecierpliwością będę czekała na tom drugi oraz na inne MEGA MANGI, cykl zyskuje sobie uznanie i renomę – oby tak dalej!

A, ważna informacja, tę mangę można kupić tylko w kilku miejscach, w sklepach specjalistycznych i na stronie wydawnictwa LINK.

Advertisements