愛と正義セーラーの戦士

Witajcie. Dawno nie było żadnego posta, a to dlatego, że ze szczerym zainteresowaniem oglądałam każdego dnia 美少女戦士セーラームーン czyli pozycję znaną w Polsce pod dziwnym tytułem – Czarodziejka z Księżyca. 200 odcinków serialu obejrzałam w dorosłym życiu po raz pierwszy, ale trzeci w rzeczywistej kolejności. W środę kupiłam nawet styczniowy magazyn Otaku, w którym znajduje się czterostronicowy artykuł dotyczący Sailor Moon. Zdziwiło mnie to, ale szybko przypomniałam sobie, że do odświeżenia tematu przyczyniła się stacja TV4, emitująca niedawno pierwszy sezon, czyli Sailor Moon Classic – miałam rację autor został natchniony tym właśnie faktem. Nie myślałam, że jest coś, czego ja o Sailor Moon nie wiem (no może wiedza z mangi, bo jej jeszcze nie miałam okazji czytać), ale zaskoczył mnie przeczytany w Otaku tekst.
Gdy po raz pierwszy emitowano Sailor Moon w Polsce byłam dzieckiem, dialogi były ponoć ocenzurowane, a niektóre niepoprawne politycznie odcinki nie zostały w ogóle wyemitowane (wszyscy pamiętają brak finału pierwszego sezonu, a ja do dziś nie wiem co w nim takiego obrazoburczego). Dowiedziałam się także, że przeciwko emisji serialu był Kościół uznając go za propagowanie satanizmu i okultyzmu (znaczy się standardowa śpiewka). No i było coś jeszcze – homoseksualizm, który dla bardzo homofobicznej wtedy Polski (czy coś się zmieniło?) był nie do przyjęcia… W tekście z Otaku były jednak przedstawione pewne pozytywy – ponoć w USA tak ocenzurowano Sailor Moon, że biedne amerykańskie dzieci nie miały możliwości poznać prawdziwych imion bohaterów, ani zmieniających płeć kosmitek z sezonu Sailor Stars, ponieważ w ogóle nie było zgody na ich emisję. Cieszmy się więc z tego co mieliśmy jako szczenięta, Shabon Spray czyli “Mydło Powidło” wg polskiej tłumaczki … ;)

Dysponując wszystkimi odcinkami i tłumaczeniem każdej wypowiedzianej kwestii ( z czym jak wiecie w TV jest kiepsko, nawet TV4, które chwaliło się nowym tłumaczeniem – lektor notorycznie dialogi pomija lub mówi coś kompletnie bez sensu… wrrrrr) mam pełny obraz serialu, który zmienił cały świat (polecam artykuł w Otaku, który pomaga zrozumieć ten fenomen).

__________

1. 美少女戦士セーラームーン – czyli jak ta historia się zaczęła!
Tsukino Usagi ma 14 lat, grupę krwi 0 (jakież to pospolite!) i niewiele do zaoferowania światu, jest bezproduktywną i beznadziejnie leniwą, płaczliwą nastolatką, ma za to wiele niespożytkowanej energii i pozytywnego nastawienia do życia.
Serial Sailor Moon już w pierwszym sezonie zaskakuje, jest o słodko-gorzka opowieść humorystyczno-tragiczna z  udziałem wielu barwnych postaci, osadzona w dramatycznych wydarzeniach, których pierwsze odcinki – zabawne i jakże proste fabularnie – nie zapowiadają. Główna bohaterka otrzymuje bowiem od gadającego kota płci żeńskiej niezwykłą moc, która polega na epickiej przemianie w “agenta miłości i sprawiedliwości w marynarskim mundurku” – Moon Prism Power! Make Up!, który to dodatkowo wymierza sprawiedliwość ” w imieniu Księżyca” – Moon Tiara Action! ;). Całemu temu przedstawieniu towarzyszą donośne fanfary, niezwykła, porywająca dynamika i wyszukane pozy. Miodzio!

Sailor Moon w pierwszym sezonie towarzyszą 4 wojowniczki: Sailor Mercury czyli genialna Mizuno Ami, Sailor Mars w osobie przebojowej Hino Rei, Sailor Jupiter – “kobieta Herkules” Kino Makoto oraz Sailor Venus – tylko początkowo wyglądająca na rozsądną Aino Minako (która występuje w parze z drugim kotem obdarzonym znajomością ludzkiego języka – Artemisem).
Ta słodka i wybuchowa gromadka zapewnia dawkę brawury, odwagi, humoru i żenady na odpowiednim – wysokim – poziomie. Wszak na wielu odcinkach można popłakać się ze śmiechu lub odwrotnie, buczeć jak bóbr nad sytuacjami ekstremalnymi o epickim wymiarze – jak finał sezonu.

Wspomniałam o żenadzie – na imię ma Tuxedo Kamen-sama (Tuxedo Mask). Męski akcent w tej zawiłej historii w rzeczywistości nazywa się Chiba Mamoru i jest przystojnym studentem o dość, z początku, paskudnym podejściu do naszej Usagi. Sytuacja jest odwrotna gdy ratuje wiecznie będącą w opałach Sailor Moon, która zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia (serca zamiast oczu, różowe pąsy, pisk na jego widok i takie tam inne jednoznaczne reakcje). Tak naprawdę osoba Tuxedo jeszcze w pierwszym (i drugim) sezonie jest jakoś do zniesienia, dopiero później gdy pole walki robi się tłoczne, on po prostu przeszkadza :). Nie tyczy się to Mamoru, czyli Tuxedo prywatnie, jest on postacią bardzo fają i zabawną, odcinki, w których się pojawia ogląda się z przyjemnością, tylko nie mogę znieść tej jego zielonej marynarki i fioletowych spodni… powinien zmienić stylistę :).

Główna fabuła tego anime nie jest tak prosta i bajkowa jakby mogło się wydawać. Zamknięta w 46 odcinkach opowieść jest w rzeczywistości o niespełnionej w przeszłości i teraźniejszości miłości, o wiecznie rozmijających się kochankach, nad którymi ciąży klątwa przeszłości – poprzedniego życia. Co najbardziej w tym wszystkim zachwyca, opowieść ta kończy się w sposób daleki od happy endu, a bohaterowie zostają skazani na ponowne zaczynanie wszystkiego od samego początku (już po raz trzeci – to jak syzyfowa praca).

Cieszy mnie to, że ten pierwszy spektakularny finał kończy się, że nie można powiedzieć “wszystko dobre co się dobrze kończy” (bo następnych finałów to się niestety tyczy), z tego względu bardzo cenię sobie serię Classic. Ma ona jednak jakieś swoje uchybienia. Co najbardziej mnie w niej zirytowało to odcinek 45, to co się w nim dzieje jest kompletnie nieuzasadnione (i wróży kolejne takie wpadki w przyszłości), mam wrażenie, że służy to tylko przygotowaniu gruntu pod ostatnią walkę – po prostu śmierć 4 wojowniczek jest tam grubymi nićmi szyta i odbieram to jako śmierć bezsensowną, po to, by główna bohaterka mogła spokojnie sama rozprawić się z najważniejszym agresorem, bo co jej się mają jakieś koleżanki pod nogami pałętać ;/. Jestem już duża i kiedy fabuła kupy się nie trzyma nie odpuszczam.

Podsumowując. Sailor Moon Classic to opowieść o miłości, także tej gejowskiej, o walce, która jest tu przedstawiona bardzo sugestywnie, o narodzinach prawdziwych bohaterów i niezwykłej przemianie jaką przechodzi beztroska Usagi (po polsku – królik).

__________

2. 美少女戦士セーラームーン R – o tym jak zawiódł nas główny romans!
Sailor Moon Return! Zabawna, zdesperowana i jeszcze bardziej niezdarna!
Oto żyjące normalnie (czy to dobre słowo?) dziewczęta: Usagi, Ami, Rei, Mako i Minako na powrót stają się Sailor Senshi i dzięki mocy kotki Luny, przypominają sobie traumę, jakiej doświadczyły, a nie przeżyły, bo wszystkie zginęły, podczas walki ze złą Królową Metalią. Tym razem przez kilka odcinków przyjdzie im walczyć z parą kosmitów żywiących się energią ludzi. Słuchajcie, ja nie chcę wiedzieć jak głupio to wszystko brzmi, po prostu mnie to nie obchodzi :). Najważniejsze jest to, że cała ta sytuacja jest pretekstem by pokazać nieudolną walkę Usagi o uczucie Mamoru. Tzn. wygląda to tak, że ona nie próbuje stać się dziewczyną, w której on mógłby się zakochać, a jej działanie polega na nieudanych próbach przywrócenia  mu pamięci sprzed dwóch wcieleń, kiedy to on ją kochał. Krzyżyk na drogę…

Kiedy przeznaczeni sobie kochankowie są już razem, ich szczęście burzy pojawienie się na scenie nowej Usagi, ale takiej malej, wścibskiej i różowowłosej! Mimo, że początki tej postaci są nie najszczęliwsze, w następnych sezonach jest nieodzowna  – Chibi-Usa (czyli Mini Usagi).
Nie chciałabym tu zbyt wiele opowiadać, bo właściwie nie ma o czym, nie przepadam za tym sezonem z kilku względów: jest nudny, Chibi-Usa jest w nim irytująca, Mamoru zrywa z Usagi bo coś tam mu się przyśniło (wytłumaczenie tego snu jest durne i naciągane). Sa jednak też plusy: dla interesujących się głównym romansem, dostajemy potwierdzenie tego, że Usagi i Mamoru w przyszłości na pewno będą razem (Chibi-Usa to ich córka z roku 3000 – nie każcie mi tych dat tłumaczyć, ja tego nie wymyśliłam :P), poznajemy Sailor Pluto – strażniczkę czasu i przestrzeni, Meioh Setsunę, a także mamy możliwość obejrzenia jednego z najfajniejszych odcinków (nr 22, a 68 w kolejności ogólnej) i usłyszenia w tle świetnej piosenki 愛の戦士 (Ai no Senshi – Wojowniczki Miłości).

W tym sezonie w Sailor Moon zachodzą pewne zmiany, najistotniejszą jest zmiana i rozwój jej mocy, dzięki Srebrnemu Kryształowi przemienia się słowami: Moon Crystal Power! Make Up!, a jej ofensywne zaklęcie to: Moon Princess Halation! (w innym tłumaczeniu, imo złym – Moon Princess Elimination!). Miłym zaskoczeniem jest w sezonie “R” nowa transformacja Usagi, fajna choreografia i świetna muzyka.

Gorzej jest już z finałem, podczas którego owszem możemy posłuchać fajnej piosenki (La Soldier), ale Usagi w postaci Neo Queen Serenity walczy z Fantomem przy pomocy Srebrnego Kryształu (co w pierwszym sezonie skończyło się dla niej śmiercią), następnie dołącza do niej Chibi-Usa z Kryształem z przyszłości – obie poświęcają życie? Nie, nie umierają bo “coś tam, coś tam” :).
Happy End!

Skoro jestem już przy piosenkach. W drugim sezonie animatorzy zadbali o widzów i narysowali, aż dwa, całkiem fajne openingi, którym towarzyszy niezmiennie piosenka ムーンライト伝説 – Moonlight Densetsu. Także ending ma coś do zaoferowania, a mianowicie wpadającą w ucho 乙女のポリシー – Otome no Policy.

Czas na podsumowanie sezonu “R”. Te 42 odcinki + jeden specjalny – przypominający najważniejsze wydarzenia obu pierwszych sezonów oraz zapowiadający trzeci – oglądnęłam z przyjemnością. Mimo braku porywającej fabuły było śmiesznie, czasem zaskakująco, bywało smutno i naprawdę dramatycznie, życie straciło kilku naprawdę fajnych bohaterów (tak, w Sailor Moon śmierć się pojawia i to nierzadko), trochę popłakaliśmy sobie nad Saphirem i teraz czujemy się bogatsi emocjonalnie :>. Za to nie polubiliśmy dzieci… na razie, bo Chibi-Usa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa!

__________

3. 美少女戦士セーラームーン S – mrocznie i poważnie, a Świat pokochał lesbijki!
Nie chciałabym na początku przesadzić, ale Sailor Moon Super to 38 odcinków anime w najlepszym wydaniu.
Chcielibyście wiedzieć co to takiego Daimohn? Kim jest niezidentyfikowany naukowiec o demonicznym śmiechu i dlaczego szuka czystych serc, w których mają znajdować się trzy tajemnicze talizmany? Musicie obejrzeć trzeci sezon Sailor Moon, czyli serię “S”.
Napisałam na początku, że fabuła Sailor Moon S jest mroczna. To prawda. Poważna – też prawda, ale dla zachowania pewnej równowagi, nowe przygody Usagi są bardzo różowe, jej moce znów ewoluują. Jej broszka zmienia kształt z okrągłego na sercowaty, kryształ w środku zmienia się w różowe serce, jej przemianie Moon Cosmic Power! Make Up! towarzyszą serca, a wrogowie potraktowani nowym zaklęciem: Moon Spiral Heart Attack! dostają po gębie wielkim różowym sercem. Za słodko? No właśnie nie! Jest super mrocznie pomimo “zasercowania”.

W fabule pojawiają się nowe wątki z życia prywatnego naszych bohaterek. Otóż dziewczęta są w ostatniej klasie gimnazjum (dziewiąta klasa), spotykają się popołudniami w domu Rei i przygotowują do egzaminów wstępnych do liceum. W pierwszym odcinku jesteśmy świadkami otrzymania przez Usagi najniższej oceny z testu w historii 5/100, dzięki temu możemy zrozumieć, że korepetycje w towarzystwie Ami, są jej bardzo potrzebne! Spotkania u Rei to element prawie każdego odcinka, jest zabawnie lub nawet tragikomicznie.
Główny wątek fabularny kręci się w okół nowych, tajemniczych wrogów. Wydaje się, że w obozie złoczyńców szefem jest szalony naukowiec zajmujący sie genetyką, który ma na swoich usługach jakieś dziwne wiedźmy. Ogólnie bardzo dużo mówi się o końcu świata i apokalipsie. Rei, która jest najbardziej uduchowioną Sailor Senshi, kapłanką Shinto, miewa koszmarne, prorocze sny, w których wszyscy giną w wyniku zderzenia z jakąś posępną mocą. Napawa to niepokojem. Do tego wszystkiego pojawiają się dwie nowe wojowniczki, ale o tym poniżej…

Tenoh Haruka – Sailor Uranus – zostaje z początku wzięta przez Usagi i Minako za blond przystojniaka, a w charakterze Haruki jest dostatecznie dużo nikczemności, hihi, by ukrywać przed nimi swoją płeć i bez przeszkód flirtować. Jest przy tym tak urocza i dystyngowana, że oczu od ekranu nie można oderwać. Haruka jest kierowcą wyścigowym, ale prócz samochodów kocha też motocykle (jej urokowi nie mogła się oprzeć Mako gdy zobaczyła ją na motorze, mimo, że Usagi ciągle powtarzała jej “to dziewczyna”), potrafi także “powozić” helikopterem. Jest absolutnie fantastyczną postacią, ma wyjątkowy, szorstki momentami charakter, jest silna i konsekwentna w działaniu. Przy swojej towarzyszce, Kaioh Michiru – Sailor Neptune – jest delikatna jak kwiatek, no chyba, że kręci się przy niej jakiś facet – wtedy robi scenę zazdrości (a sama flirtuje z innymi dziewczynami, jak Michiru nie patrzy!).
Michiru jest artystką, malarką i skrzypaczką, jest piękna i elegancka. Obie z Haruką mają w sobie coś przyciągającego, nie są tak infantylne jak Usagi, Mako i Minako, może dlatego ich pojawienie się na scenie jest tak kojące. Do tego te ich miłosne, ale grzeczne, konwersacje zawierające pewien delikatny podtekst. Również jako Sailor Senshi są całkiem inne – przede wszystkim STUTECZNE, gdy pojawiają się w walce: “Guided by a new era, Sailor Uranus acts with elegance!” oraz “Guided by a new era, Sailor Neptune acts with grace!” wiadomo, że wrogowie powinni się bać. Mają bardzo silne moce, Sailor Uranus: “World Shaking!” – najlepsza moc w całym anime z wielu względów (kojarzy wam się z orgazmem?), a Sailor Neptune: “Deep Submarge!”. Po ich pojawieniu się dowiadujemy się o istnieniu Sailor Outers. Czyli Sailor Senshi z zewnętrznego Układu Słonecznego (jest pewna nieścisłość, z astronomicznego punktu widzenia do tej grupy powinna zaliczać się też Sailor Jupiter, a należą tylko 4- Uranus, Neptune, Saturn i Pluto) – ich zadaniem jest chronić Układ Słoneczny przed najeźdźcami spoza niego.
Pojawieniu się nowych Senshi towarzyszy świetna muzyka. To kolejny plus tego sezonu – świetne motywy muzyczne, własnie w serii S, Sailor Moon podczas wypowiadania stałych kwestii (“… ukarzę cię w imieniu Księżyca…”) towarzyszą najlepsze fanfary! Sprawdźcie to jeśli nie wierzycie. Ciągnąc wątek dalej – gdy Tomoe Hotaru pojawia się na czole symbol Saturna – muzyka wprost powala!

Samej młodziutkiej (bo oceniam ją na 10-12 lat) Hotaru – Sailor Saturn – też warto poświęcić uwagę. Poznajemy ją jako córkę opętanego naukowca, który zaprzedał duszę jakimś ciemnym mocom i uczynił z córki naczynie dla Zła. Hotaru jest mroczna, ma czarne włosy, na czarno się ubiera, idąc po schodach dostaje zadyszki – taka cherlawa dziewczynka. Jest wojowniczką Śmierci i Odrodzenia, najbardziej potężną ze wszystkich Sailor Senshi, nawet Sailor Moon może jej jedynie pucować buty ;).

Urocza Hotaru zaprzyjaźnia się z jeszcze jedną i to już ostatnią Sailor Senshi. Czas na wielki come back Chibi-Usy. Tak! Swoim słabiutkim jeszcze głosikiem deklaruje w 14 odcinku: “For love and justice, an apprentice to a pretty soldier in sailor suit! Sailor Chibi Moon! In the name of the moon from the future, I’ll punish you!”. Ha! Mała jeszcze sporo musi się nauczyć, bo jej różczka wygląda jak wyciągnięta z paczki chipsów i tak samo działa (“Pink Sugar Heart Attack!”). Nie wystarczy różowy marynarski strój, ale na szczęście Chibi-Usa po mamie umiejętności przyswajania wiedzy nie odziedziczyła, więc łapie dzieciak wszystko szybko.

Są w sezonie trzecim odcinki wręcz powalające i zapadające w pamięć.
Niezapomniany jest dla mnie epizod, w którym Usagi obchodzi swoje 15 urodziny. Jest tym faktem bardzo zaaferowana, dostrzega na wystawie sklepowej kryształowe pantofelki i marzy by je dostać. Idzie w tej sprawie do swego ukochanego, Mamoru, i wyrażą chęć posiadania ich, a Mamo-chan nie wie o co jej chodzi, bo do świąt jest jeszcze pół roku. Kończy się policzkiem i Usagi odchodzi urażona. Mamoru dopiero po rozmowie telefonicznej z Rei dowiaduje się, że Usagi obchodzi urodziny (ta nigdy mu nie podała tej daty). Pobiegł szybko i kupił jej te wymarzone pantofelki, ale niestety okazało się, że jest w nich Daimohn, który chce odebrać Usagi Pure Heart. Na koniec butki bezpowrotnie przepadły, a Usagi przeprosiła Mamoru.
Najbardziej dramatycznie jest jednak w odcinku 21 (ciąg dalszy w 22) kiedy to pojawiają się poszukiwane przez Sailor Uranus i Sailor Neptune talizmany – to one same są posiadaczkami czystych serc, w których były te mityczne przedmioty zapieczętowane. Sailor Neptune oddaje życie dla Uranus, a ta druga sama przykłada sobie giwerę do piersi i strzela by wydobyć drugi talizman. Na szczęście obie martwe są tylko do następnego odcinka, kiedy w wyniku zebrania trzech talizmanów (ostatni ma Sailor Pluto) pojawia się Święty Gral, który przypada Sailor Moon. To właśnie w 22 odcinku sezonu trzecie po raz pierwszy możemy zobaczyć Super Sailor Moon, transformuje się dzięki mocy Świętego Grala (w tej Super postaci Sailor Moon ma świetny kostium z białą spódniczką, chyba pamiętacie).

Reasumując. Jest to sezon wyjątkowy, ma tyle zalet, że ciężko je wymienić. Mam nadzieję, że wiele z nich zawarłam w tekście powyżej.

P.S. Problem w sezonie “S” jest z finałem, znów nie spełnił on moich oczekiwań i uważam, że Sailor Moon strasznie dała ciała. Na szczęście dostało jej się za to godne pożałowania zachowanie od Sailor Uranus i Neptune – niestety jak grochem o ścianę, ale cieszę się moje ulubione bohaterki pozostały nonkonformistkami i swoje sobie o Usagi myślą :).

__________

4. 美少女戦士セーラームーン SuperS – psycho circus & miracle romance no 2!
Następny, niezwykle wciągający, sezon SuperS rozpoczyna się zaćmieniem słońca. Wprowadzenie o tyle istotne, że każdy z 39 odcinków jest w jakimś sensie, mniej lub bardziej, mistyczny i intrygujący. Estetyka w stosunku do sezonu trzeciego, bardzo się zmienia. Jest cukierkowo, bajecznie i pastelowo.

Fabuła skupia się tym razem nie na Usagi, ale na jej miniaturce, córce z przyszłości, Chibi-Usie. Nowi, cyrkowi, wrogowie na czele z pełną zazdrości Królową Nehelenią, szukają pięknego snu, w którym ukrył się przystojny Helios, strażnik Złotego Kryształu, pod postacią białego pegaza (właściwie pegazo-jednorożca). Los chciał, że pojmany przez Nehelenię Helios, gdy już prawie stracił nadzieję, w ciemnościach dostrzegł słabe światełko i podążył za nim. Trafił do snu Chibi-Usy prosząc by ich mistyczne spotkanie zachowała w tajemnicy przed wszystkimi. Tak więc Chibi-Usa musi wykazać sie silną wolą i odpowiedzialnością, w zamian ona i Usagi zyskują nową moc (obie stają się Super Sailor Senshi) i walczą ze złoczyńcami, którzy bez skrępowania zaglądają ludziom w ich w pełni prywatne i sekretne sny (to jakiś rodzaj gwałtu…).

Relacja Chibi-Usy i Pegaza jest bardzo intymna,  kiedy pojawia się przed nią w postaci Heliosa, właściwie możemy już mówić o romansie. Romansie budowanym w taki sposób, że dech w piersi zapiera. Informacje dotyczące Pegaza i jego misji są dawkowane bardzo umiejętnie, powoli widz wkręca się akcję, którą zdobią cyrkowe potwory (w cyrku jest coś psychodelicznego), świetna muzyka, cudowna podwójna transformacja Usagi i Chibi-Usy, świetny atak Super Sailor Moon: Moon Gorgeous Meditation!, któremu towarzyszy pamiętny motyw muzyczny (my new ring tone!).

Cały sezon jest na bardzo równym poziomie, nie ma momentów nudnych czy niepotrzebnych. Oglądając, nawet nie wiem kiedy, mignęło mi te 39 epizodów. Przyczyniło sie do tego Amazon Trio – oponenci naszych Senshi z pierwszej połowy sezonu, Tiger’s-Eye – uwielbiający podrywać młode dziewczęta na swoje para-poetyckie, tanie teksty, Hawk’s-Eye – gustujący w starszych (dojrzalszych) kobietach, które mają kasę oraz Fish-Eye – lubiąca przystojnych facetów – to świetnie skonstruowane, zabawne postacie. Trochę gorzej na ich tle wypadają Amazoness Quaret – cztery rozwydrzone dziewczynki, które nie chcą dorosnąć. Dorastanie to jeden z tematów tego sezonu, to właśnie pragnienie pozostania wiecznie młodą niszczy od środka Królową Nehelenię, a Amazoness Quartet nie wierzą, że ich marzenia przetrwają próbę czasu i jako dorosłe także będą je miały… Oczywiście Sailor Moon próbuje im wytłumaczyć, że oczywiście, marzenia ma się w każdym wieku – a to idealistka.

Fabuła umiejętnie eliminuje Mamoru (Tuxedo Kamen-sama) z finału, i na całe szczęście. Dzięki temu możemy dalej śledzić losy Heliosa i tylko do niego robić maślane oczy. Ostatnie odcinki są bardzo dramatyczne, ale nie tracą na romantyzmie i bajkowości, są tak absolutnie pozytywne, cudowne i nieprzewidywalne, że mogłabym oglądać je na okrągło. Są też odcinki wybitnie zabawne, np ten, w którym Minako bawi się w two-timing – czyli umawia się z dwoma facetami na raz.

Ogółem – kawała anime, o którym można powiedzieć KAWAII (eng. cute), ale nie pozbawiony wciągającej fabuły, tajemnic, które bardzo widz chce poznać i dynamiki – wspomniany wcześniej atak SailorMoon jest chyba najlepszym (może ex aequo z kultowym Moon Tiara Action!).

__________

5. 美少女戦士セーラームーン セーラースターズ (Sailor Stars) – zmieniający płeć celebryci nadchodzą, a z nimi finał finałów!
Nie myślałam, że coś mnie jeszcze może zaskoczyć, a tu proszę sezon Stars to same niespodzianki!

Zaczyna się bardzo obiecująco, BARDZO! Nieznana, potężna siła zdejmuje klątwę z Królowej Nehelenii i podpuszcza ją, by zemściła się na Sailor Moon. Jeśli myślicie, że to nic ciekawego – mylicie się! Zła Królowa obmyśla bowiem nikczemny plan, który owocować będzie dramatycznymi wydarzeniami. Ma na celowniku Bogu ducha winnego Mamoru (jak pisałam, nie brał on udziału w anihilacji Nehelenii). Będzie to ciężka próba dla Usagi, dla pozostałych Sailor Senshi również. Ponownie spotkają się wszystkie: Sailor Mercury, Mars, Jupiter, Venus, Uranus, Neptune, Saturn, Pluto, Moon i Chibi Moon na polu bitwy.
Klątwa Nehelenii jest w sumie dosyć prosta – to klątwa luster, doświadczony nią człowiek nie może oderwać spojrzenia od swojego odbicia w lustrze i po jakimś czasie nie ma już ratunku. Jak się domyślacie na to dziwne schorzenie cierpi Chiba Mamoru – ukochany Sailor Moon. Oglądając te odcinki byłam szczerze tym wszystkim przejęta, nie pamiętałam dokładnie jak losy Usagi się w nich potoczą, autentycznie przerażała mnie klątwa Nehelenii i bałam się co ona zrobi Mamoru. Każdy odcinek buduje nasz strach, wciąga w obłęd.
Sailor Moon przechodzi nową przemianę w Eternal Sailor Moon – i tu zaczynają się minusy tego sezonu. Powiem tak: WTF?! Transformacja w Eternal Sailor Moon to badziewna muzyka, szczątkowa choreografia i błędy w animacji, które później poprawiono, jednak niesmak pozostaje. Cała nadzieja w “Starlight Honeymoon Therapy Kiss!” – czyli nowemu atakowi, jednak… nadzieje były płonne. Na całe szczęście nowy marynarski (czy jeszcze marynarski?) strój Sailor Moon nie jest taki najgorszy (no może bez skrzydeł byłby lepszy).

Co dalej? Po rozprawieniu się z Nehelenią, tzn. pokazaniu jej jasnej strony mocy. Nasza wesoła Usagi zostaje poinformowana przez Mamoru, że ten na rok przenosi się do USA – ma tam studiować (wymiana studencka?). Krach serce! Ale ze łzami w oczach żegna go na lotnisku, niech se leci jak chce! W tym momencie zauważa tłum piszczących dziewczyn i po raz pierwszy Three Lights – bardzo popularny boysband, którego fanką jest nawet Ami!

Seyia, Yaten i Taiki to superprzystojne gwiazdy muzyki pop, kochają się w nich wszystkie nastolatki, do ich fanklubu należą Rei, Ami, Mako i Minako. Chłopaki uczęszczają nie tyle do tego liceum, co nasze bohaterki – są z nimi w jednej klasie! Three Lights ukrywają jednak swoje prawdziwe tożsamości, są kosmitkami (tak kobietami). Seyia to Sailor Star Fighter, Yaten- Sailor Star Healer, a Taiki to Sailor Star Maker!

Seyia zakochuje się w Usagi – UWAGA! w Usagi, a nie w Sailor Moon, o co podejrzewam Mamoru – ten jeśli w ogóle się zakochał, to w tym odważniejszym wcieleniu Usagi. Mało tego, Seiya w przeciwieństwie do Mamoru, wykazuje zainteresowaniu swoją wybranką dosyć duże, próbuje ją poderwać, zainteresować sobą itp. Mamoru nigdy czegoś takiego nie robił! I to jest właśnie pozytywna strona tej finalnej serii. Dzieje się coś nowego na linii Usagi i jej serce. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że ona kocha tylko jednego faceta, a z drugiej strony chciałaby przyjaźnić się ze wszystkimi – tak się nie da! Po drugie – Seiya okazuje się być kobietą, a Usagi jest hetero.
Sailor Moon w tym sezonie bardzo cierpi, ledwo jest w stanie udźwignąć na barkach walkę z nowymi wrogami i tęsknotę do ukochanego, który nie odpowiedział na żaden z dziesiątek listów, które do niego wysłała. Uczy się w liceum, zaczyna dorosłe życie, ma już bardziej dorosłe problemy (także wyimaginowanej natury erotycznej – Seyia ich przysparza) i jest osamotniona.

Dużo się dzieje, sezon jest zwariowany, czasem bardzo zabawny, a czasem nudny. Sailor Star Lights to postacie bardzo wyraziste i ciekawe, także nowy wróg – Sailor Galaxia-sama wraz ze swoimi zastępami Evil Sailor Senshi nawet dają radę. Pojawiają się ubarwiające akcję poboczne antagonizmy, np. Haruka vs Seiya.

Finał. Dramat tych ostatnich odcinków opiera się na biernej postawie Sailor Moon i aktywnej postawie pozostałych Senshi. (uwaga będzie spoiler) Jestem w stanie zrozumieć, że Usagi sparaliżowała wiadomość, że dzień kiedy pożegnała Mamoru na lotnisku, był jego ostatnim – on nie żyje!, ale znów na końcówce SM daje ciała.
Wszystko kończy się grupową reinkarnacją i happy endem!

________

200. Szkoda, że tylko 200. Chętnie zacznę oglądać znów od pierwszego, ponownie przeżywać, ryczeć i śmiać się… Kocham to anime!

Ranking sezonów – subiektywny oczywiście:
1. Sailor Moon S
2. Sailor Moon SuperS
3. Sailor Moon Sailor Stars
4. Sailor Moon (Classic)
5. Sailor Moon R

Top 5 – openingi:
1.  Opening Sailor Moon S
2. Opening Sailor Moon Sailor Stars
3. Opening Sailor Moon (Classic) pierwszy
4. Opening Sailor Moon (Classic) drugi
5. Opening Sailor Moon SuperS

Piosenki (na czerwono the besty):
Maboroshi no Ginzuishou – sezon Classic, odc. 34 – LINK
Ai no Senshi – sezon R – LINK
Moonlight Densetsu – opening – LINK
La Soldier – finał sezonu R – LINK
Moon Revenge – LINK
Sailor Stars Theme – opening Sailor Stars – LINK
Kaze no, Sora mi, Kitto (The Wind, the Sky, Always) – LINK
Rashiku Ikimasho – LINK
Tuxedo Mirage – ending – LINK
Otome no Policy – ending – LINK
Route Venus – Minako song – LINK
Moonlight Princess – ending – LINK
Heart Moving – ending Classic – LINK
Todokanu Omoi – Three Lights song – LINK

oczywiście to nie wszystkie… ;)

I tym muzycznym akcentem kończę ten długi wywód, enjoy it!

Advertisements